Anna Łozowska-Patynowska “SPOJRZEĆ W GŁĄB CZŁOWIEKA”

Zbiór Piotra Tenczyka jest właściwie historią dramatyczną, bo opowieścią o bliżej nieokreślonej stracie. Aby zrozumieć, dookreślić tę porywczość wyznania, należy rozważyć, czym jest dla Tenczyka ów tytułowy Zaścianek czy może „zaścianki”, utwory powtarzające się w cyklu o tym właśnie tytule z pewną rotacją. Naprzemienność utworów „Zaścianek” w zbiorze z innymi fragmentami odwołujących się do znanych z mediów przestrzeni geograficznych staje się tkanką, na której prowadzi poeta wielowarstwową opowieść o człowieku i związanym z nim miejscu.

Prowincjonalny aspekt istnienia bohatera lirycznego Zaścianku – wiersza wprowadzającego do rozważań – skonfrontowane zostaje z obliczem innych przestrzeni, prawdziwego piekła. Zaścianek to to, czego nie wiemy lub nie pragniemy pojąć. Należałoby ustalić, na ile są to rozważania o braku nadziei, z kolei na ile możliwe jest jej odzyskanie.

Bohaterów lirycznych zbioru jest kilku. Są to kobiety lub mężczyźni, przyglądający się rzeczywistości lub w niej żyjący, mający do sobie pretensje o aprobatę wobec aktualnego stanu rzeczy, reagujący na świat nie opanowaną przemocą (UtØya), bądź czujący niemoc wobec okrutnego świata, zabijającego w społeczeństwie człowieczeństwo.

Zbiór jest także traktatem o „zaściankowości”, czyli o przestrzeniach świata zapomnianych przez Boga, o „ubogich” obywatelach świata, o których nikt nie myśli. Dlatego Tenczyk pragnie przywrócić ich godność. Człowiek niejako odbija się w drugim człowieku (Alkozai): „na ten jeden krótki moment zajrzałem w ciebie w twoje życie”. Jest to jednak chwila jednokierunkowej interakcji, ponieważ spojrzenie mieszkańca Afganistanu nie wzrusza żołnierza „roztrzaskującego historię przeszłość” jego domu.

Tenczyk pyta zatem o człowieka, ale i o mityczną przestrzeń przywiązania człowieka do miejsca, z którego pochodzi. Ten dom dookreśla przecież człowieka, taje się wykładnikiem jego aksjologii, której wspomniany żołnierz–„więzień misji” raczej nie pojmuje. Dramatyczne, pełne cierpienia historie ludzi skazanych na wygnanie z domu (Chibok czy Alkozai) kontrastują z ciepłą, rodzinną atmosferą z Zaścianku, w której czuje się „rozcinanie świeżego twardego pomidora ten dźwięk roznoszący zapach śniadania”. W cyklu Zaścianek obserwuje się nie tylko przetasowanie niejako dwóch osobnych, równoległych, przeplatających się ze sobą światów, lecz także przestrzeni, w których pozostawione zostało przeczucie pozostałych. Dlatego w Zaścianku bohater liryczny, zachowujący się jak człowiek przenikający wszystko, „zerkając za ramię”, pozostawia za sobą „przebiegający po skórze dreszcz niezrozumiały”, pamięć o traumatycznych zdarzeniach.

Przez soczewkę „zaściankowości” ogląda Tenczyk cały świat, właściwe przygląda mu się, mierząc się z jego właściwościami. Brutalność, nienawiść, zło, system władzy to wszystko to, co zgotowano człowiekowi. Tymczasem w ciasnym horyzoncie partykularyzmu, „zaścianek mając w sobie”, jest wygodniej. Zamykając oczy na świat prawdziwy, człowiek unika jednak wskazania dostępu do samego siebie. Dzieje się tak dlatego, iż skromna, „zaściankowa” ojczyzna jest kolejnym brzemieniem dla człowieka, nie tylko odwracającym uwagę od problemów globalnych, lecz tworzącym jedyną możliwą rzeczywistość. Dlatego „rzeczywistość mu oddana” nie zwalnia z odpowiedzialności przede wszystkim za nią poprzez „pakt” z notariuszem ustanawiający tę własność w ograniczonym zakresie: „i nic z tego nie jest/ niczym więcej niż jest”.

Tenczyk przedstawia w swoim zbiorze poetyckim wycinki świata, które zadziwiają swoją dobitną prawdziwością, ale jednocześnie są zbyt daleko od nas, od myślenia racjonalnego, by stały się prywatną rzeczywistością bohatera. Tenczyk chce uświadomić, że myślenie systemowe zabija w nas wrażliwość, a tym samym oducza prawidłowych reakcji wobec drugiego człowieka. Przenosi nas dlatego do północnokoreańskiego „Kwan-li-so”, gdzie pisze także o życiu w rzekomo „malowniczej” dolinie, w której człowiek strącony został do przymusowej pracy. Ten jedynie istniejący świat odbity w pamięci to przestrzeń fizycznej, moralnej i psychicznej destrukcji. Ale Tenczyk inaczej przedstawia perspektywę tego człowieka, który sam w sobie niesie pamięć o wyzysku, pisząc o fotografii, którą „niesie w pamięci zapisanej między kościami mięśniem ciała które spala siebie żeby żyć”. Pyta Tenczyk także o to, co zabija w człowieku niekończąca się praca i jednoznaczne odpowiada słowami ciemiężonego: „nie pamiętam nic”.

Tenczyk-poetycki reportażysta tworzy właściwe opowieść o złożonym wnętrzu człowieka, które ma zostać uproszczone, rozłożone na części aż w końcu unicestwione. Czego się boi więzień „Kwan-li-so”? On nie lęka się już o siebie samego, o własną egzystencję, lecz o to, że wszystko zostanie skazane na zapomnienie, nawet „ślad życia” wydany zostanie na „niepamięć na numer nienawiść na cyniczny śmiech”. Pamięć przeszłości nas ocala, taka jest konkluzja. Przeszłość uczy przyszłości, dlatego bohater liryczny-doświadczony przez los myśliciel sumienia, przestrzega przed tym, co nie powinno się stać, a dzieje się na ludzkich oczach, i jest na językach całego świata, a mimo to nie spotyka się z żadną reakcją, nawet współczuciem czy pocieszeniem: „niech to się już więcej nigdy nie stanie”.

Wiersz następujący po „Kwan–li-so” pt. Zaścianek kontrastuje z wizją zacierającej się pamięci, ale też wydaje się z tym wyznaniem łączyć tematycznie. Zaścianek rozwija opowiedziany problem w „Kwan-li-so”. Nadzieją na ocalenie pamięci jest spojrzenie bohatera na „ikonę Chrystusa”. Jest to reminiscencja zwątpienia w to, czy „gesty mojego ciała mówią kocham”. Jest to jednocześnie pytanie religijne, odnoszące się do tego, czy istnieje w ogóle Bóg spoglądający na świat i ingerujący w jego trwanie? Na nie Tenczyk nie odpowiada, prowokuje jednak do poszukiwania odpowiedzi, nawet sprzecznej ze stanowiskiem gorliwego wyznawcy. Stąd jego rozważania kierują się ku ateistycznemu wariantowi postrzegania świata.

W utworze Nyala czytamy: „i na nic nie zdały się wczorajsze tańce naszej starej modlitwy”. Modlitwą jest także cykl tekstów Aleppo, ukazujący rozkład miasta i wraz z nim samego człowieka, którego jedynym kontaktem z przestrzenią sacrum jest teraz rozpacz nad umierającym miastem. Rozpad jego domu wprowadza chaos w jego świat dotychczasowy: „długo nie mogłem odnaleźć całości w moich częściach”. „Wdychana i wydychana rozpacz” jest świadectwem nie tylko kryzysu gospodarczego i społecznego, ale cywilizacyjnego, jest to bowiem kryzys wszelkich wartości uznawanych dotychczas za ważne. A teraz ludzie to tylko „głowa przy głowie” jawiąca się między „potrzaskanymi ścianami budynków”.

Bohater Słowiańska zachowuje się jak obserwator-kamerzysta montujący reportaż, lecz zwracający uwagę nie na same wydarzenia i ich chronologię, lecz na człowieka, nad którym przestanie się modlić. Jego relacja przekształca się więc w świecką modlitwę błagalną o ocalenie dusz tych, którzy zostali wydani śmierci: „chodzę pomiędzy zaskoczeniem utrwalonym odłamkiem pocisku w twarzy pozbawionej szczęki w pięciu ranach na brzuchu w dwóch palcach wystających z masowego grobu z ubitej ziemi”. Bohater wciela się w postać złą, bez funkcji ludzkich, wyjałowioną emocjonalnie i pustą kulturowo. Jego wycieczki po „światach możliwych”, zbyt realnych, by mogły być realne, stanowią próbę pobudzenie siebie do empatii. Bo jemu właśnie patrzącemu – niby-doświadczającemu wydaje się, iż to on ponosi największą winę za własną nieczułość.

Rola tej poetyckiej ilustracji „człowieka zła” ma na celu zarówno wskazanie na własną bezradność, jak i zrozumienie, jak wiele tracimy, gdy nie dźwigamy w sobie dobra i nie próbujemy ratować świata. Oczywiście, świata ocalić się nie da, lecz więcej może znaczyć jedno spojrzenie i ofiarowanie siebie drugiej istocie niż zaszycie się w prywatnym, „kreowanym” przez bank zaścianku, w którym odczuć można jedynie „zawieszenie” między „tym co było a słowami żony”, być może nawet pustką codzienności, która nie daje możliwości doświadczenia pełni szczęścia.

W zaścianku człowiek przebywa „za ścianą”, za przepierzeniem, które stanowi barierę chroniącą przez złem świata, którego ludzie słyszeć nie pragną. Tenczyk wylicza tu wiele przykładów. Jednym z nich jest Ciudad Juárez – „miasto śmierci”, przestrzeń stracenia wielu kobiet, stanowiąca niewyjaśnioną dotąd zagadkę czy Chibok – utwór opowiadający o porwanych uczennicach. Mówimy tylko, że to straszne, lecz nie próbujemy nawet pochylić się nad ludzkim nieszczęściem. Barykada zaścianku jest próbą obrony przez emocjonalnym znieczuleniem wstrzykniętym całej ludzkości.

Wymowny fragment Ciudad Juárez ugruntowuje przyczynę tego stanu rzeczy: „to tylko biznes rachunek z którego trzeba potrącić podatek”. Zbudowanie muru dzielącego człowieka od człowieka to, zgodnie z rozważaniami Tenczyka, prowadzonymi z duchem personalizmu, przyczyna bierności i cichej zgody na zbrodnię. Światem zamiast uczucia rządzi zysk materialny, poczucie wzrastającej władzy nad nim. Tenczyk mówi jednak o pewnej formie bluźnierstwa, za którą przyjdzie zapłacić ludzkości najwyższą cenę, pisząc: „więc się nie bój taki po prostu jest świat (…) innego raczej nie będzie”, by skonfrontować do z wierszem zamykającym zbiór „TO”, w którym człowiek zwiedzający odległe przestrzenie mentalne dostrzega ludzkie zło. Liryczna spowiedź tego człowieka jest próbą „przecierpienia” bólu całego świata i momentem uświadomienia sobie ludzkiej małości („jedynie piasek”), a także momentem rekompensaty straty tak wielu cennych ludzkich istnień.

Zatem człowiek to jedno, niezależnie od koloru skóry czy terytorium, w jakim przyszedł na świat. Różnorodność bowiem jest podstawą jedności. Uniwersalizm tych liryków widoczny jest za sprawą myśli personalistycznej, mocno artykułowanej przez Tenczyka.

Piotr Tenczyk „Zaścianek”, Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2018, str. 52

Anna Łozowska-Patynowska

 

żródło: http://latarnia-morska.eu/pl/z-dnia-na-dzien/2863-%E2%80%9Eza%C5%9Bcianek%E2%80%9D-piotra-tenczyka