O książce

Ta książka powstała z niezgody, z przekonania, że mogę swobodnie stanąć przed oknem mojej sypialni i spoglądając przed siebie widzieć jedynie przeszłość, która stanie się dniem dzisiejszym.

Nie wierzę, że historia się już skończyła i skazani zostaliśmy na katalogowanie, zbieranie, przetwarzanie i przekształcanie. Wierzę, że muszę stać się przeszłością, żeby postawić kolejne kroki, żeby moja poezja stała się ponownie czymś pełniejszym, czymś piękniejszym i, żeby to piękno nie wynikało z odniesień, a z bogactwa ludzkiej opowieści przelanej na papier.

Na szczęście rozumiem już, że to nic złego mieć mistrza i, że podejmując jego ślady, ścieżki ledwie wytarte nie przestaję być sobą. Dlatego zamierzam pójść tam gdzie zawędrował Czesław Miłosz pisząc Orfeusza i Eurydykę i jego krótki spacer, przekuć w długą podróż, która być może zmieni nie tylko mnie.

Jestem bowiem jak scena teatru na której odgrywane jest ciągłe przedstawienie, nieprzerwany pochód cieni wypełniającymi się kolorami gdy tylko na nie spojrzę. Jestem teatrem i wszystkimi ludźmi, którzy w nim pracują. Jestem kurtyną i zapadnią, snopem światła z reflektorów. Jestem kłamstwem, które służy prawdzie. Opowieścią, błaznem i milczącą maską zrzuconą z twarzy zaraz gdy ostanie z braw zamilkną.

Jestem także bezbronny i nie mam nic czym mógłbym się podeprzeć w podróży, która zaraz nastąpi. Chyba, że mógłbyś mnie złapać za dłoń…