Izabela Fietkiewicz-Paszek “A wokół mnie wasze głosy, czyli Poemat o czasie przeżytym”

Piotr Tenczyk (ur. 1985), Ślązak od pokoleń, silnie przywiązany do swojej małej ojczyzny. Aktor i reżyser, z wykształcenia teatrolog. W 2013 r. zadebiutował jako poeta zbiorem pt. Wiersze dla ludzi. W wydanym dwa lata później Poemacie o czasie przeżytym deklaruje: „Nie wierzę w poezję. Nie wierzę, że współcześnie jest to forma, która obchodzi kogokolwiek – poza małym, hermetycznym środowiskiem” [Od autora]. Wyposażona w taką wątpliwość sięgam do książki, której kompozycja już w pierwszym kontakcie okazuje się szczególna – sprawia wrażenie próby rekonstrukcji losów rodziny, pamiętnika czy może kroniki ilustrowanej archiwalnymi fotografiami. Sam autor tak rekomenduje swój poemat: prosta historia, inspirowana zwykłym życiem śląskiego czasu i przestrzeni, przeznaczona w moim zamyśle jest do odczytywania w gronie przyjaciół, bliskich i rodziny.”

Jednak liryczny dialog Tenczyka z przeszłością, jego podróż w odległe losy własnej rodziny, zaczyna się tu i teraz – osobistym tekstem dedykowanym Julkowi, autentycznym, mocnym wyznaniem: „znowu zacząłem pisać wiersze / i chociaż niespecjalnie chciałem / wciąż uważając że jest to forma / stracona dla literatury droga / w jedną stronę ślepa uliczka miasta / to jednak znowu zacząłem pisać” [Daj tata daj]. Obecność syna „pozwala spojrzeć na dzień jak / na puszkę pełną małych fiszek / wypełnionych hasłami”, daje pretekst, powód i energię niezbędne do podjęcia wysiłku powrotu do źródeł i szukania odpowiedzi na najważniejsze pytania. Tłem dla tych rozważań jest trudna i złożona historia Śląska wraz z wpisaną w nią historią sagi rodu Sontagów: „Muszę rozpoznać się w sobie ponownie. Odbić się, jak od lustra. / Poznać siłę własnych dłoni. Ciężar łopaty, którą będę kopał po raz / kolejny w ziemi, w kraju, z którego wyrzucili mnie zanim / zdołałem poczuć się jego mieszkańcem” [Mój książę, I]. Fotografie dziadka, pradziadka i kolejnych krewnych doskonale tę złożoność ilustrują i komentują: Jan w mundurze pruskim, Józef w polskim, Franciszek w mundurze Wehrmachtu. „Zastanawiam się jak mogły / wyglądać śląskie miasteczka / kiedy wszystkie dzieci Jana / Sontaga szły do różnych armii / dzielących tę ziemię na części” [Prolog]. Historie kolejnych członków rodziny Piotra Tenczyka komplikują się, nakładają, przeplatają, niekiedy idą równolegle, ale ostatecznie łączą się w najważniejsze pytanie poety – pytanie o własną tożsamość. Wiersze-listy, wiersze-dialogi z krewnymi, także z Jankiem Sławnym, przyjacielem z dzieciństwa, pozwalają Tenczykowi nie tylko rekonstruować przeszłość, ale i przeglądać się w niej, z powodzeniem składać opowieść o sobie samym, o swoim czasie, wciąż przeżywanym. „Jestem Piotr a wokół mnie wasze głosy / przez które będę się przedzierał całe życie / jak przez mgłę jak przez szarej smugi cień // aż to życie stanie się czasem przeżytym” [Epilog].

Jedną z części książki jest niezwykły cykl pt. Taki nos został mi od uderzenia pięścią, czyli wiersze „bokserskie”, a w nich obrazy legendarnych walk i portrety mistrzów ringu. Obecność Fraziera, Foremana i innych można byłoby tłumaczyć rodzinnym zamiłowaniem do tej dyscypliny (w książce jest nawet fotografia pradziadka, Józefa Sontaga, z bokserskiego klubu), jednak ring to tylko pretekst. Walka, wymiana ciosów, tryumf, porażka, nokaut – w „bokserskiej nomenklaturze” można mówić o wszystkim: „Nigdy nie wiesz kiedy to będzie / kiedy pierwszy cios stanie się / tym przez który usłyszysz gong / kończący długą i żmudną walkę” [George Foreman vs Muhammad Ali].

Tenczyk poświęca wiele uwagi poszukiwaniu dykcji najwłaściwszej dla opowiedzenia swojej historii. „Czy to możliwe żebyś uwierzył że ja / nigdy tak nie zrobię nie oszukam cię jak / inni poeci nie będę kolejnym błyskiem miasta” [Prolog]. Otwarcie mówi o braku zaufania do języka poezji, o strachu przed hermetycznością wypowiedzi, a z drugiej strony przed banałem, emfazą, patosem. To „poeci porzucili ludzi” [Od autora], do nich więc należy wysiłek ponownego spotkania wiersza z czytelnikiem. Tenczyk zdecydował się na ten wysiłek – wybrał język bliski mowie potocznej, żywy, chwilami nawet chaotyczny, pełen emocji, a przez to bezpośredni i autentyczny. I w tym języku potrafił bardzo dobrze ustawić swój poetycki głos.

Izabela Fietkiewicz-Paszek

17 września 2015

EleWator nr 14 (4/2015)

żródło:

http://alternet.poezja-art.eu/wp-content/uploads/2014/05/Piotr-Tenczyk-Poemat-o-czasie-prze%C5%BCytym.pdf